Typy figury według Bradleya Bayou – recenzja

Wysłane przez: Maith   
6 lut
2009
Amerykańskie wydanie książki

amerykańskie wydanie

Bradley Bayou to kreator mody nowego typu.  Do niego zgłaszają się te  amerykańskie gwiazdy, które chcą dobrze wyglądać na czerwonym dywanie, jak  Queen Latifah, czy Oprah Winfrey. Szyje suknie specjalnie dla osób, które mają w nich wystąpić, opiera się na ich autentycznych wymiarach i stara się dopasować kreacje zarówno do figury swojej klientki, jak też do obrazu, jaki chciałaby one swoim wyglądem stworzyć.

To nie jedyny powód, dla którego Bayou jest wyjątkowy w świecie kreatorów mody. To właśnie on rozpętał w Stanach dyskusję o szkodliwości wymagania od modelek coraz niższych rozmiarów. Powiedział wprost “Istnieją dwie drogi do osiągnięcia rozmiaru zero. Głodzić się albo brać narkotyki. Albo jedno i drugie. I tak, one to robią, wszystkie.” Bayou przejął się tym problemem po tym, jak jego nastoletnia córka padła ofiarą bulimii. Zrezygnował wówczas z zatrudniania modelek noszących rozmiary 0 i 2.

Bradleya Bayou wyróżnia jeszcze jedno – szyjąc suknie dla kobiet, a nie tylko dla sztuki, zaczął dostrzegać , że kobiety się między sobą różnią i dlatego zainteresował się bliżej typami figury. Co stawia go w wyjątkowo dobrym świetle, na tle typowych kreatorów mody, którzy przecież zwyczajowo nie po to kreują modę, żeby się mieli przejmować różnicami między ludźmi.

I to właśnie Bradley Bayou jest autorem książki “The science of sexy – dress to fit your unique figure with a style system that works for every shapes and sizes”. Pozycja ta została wydana w Polsce  pod uproszczonym tytułem “Jak wyglądać sexy – w co się ubierać by być atrakcyjną”, AWM, Warszawa 2006. Chociażby ze względu na postać autora warto się tą książką zainteresować.

Zapowiada się ciekawie, w związku z czym pomijając litościwie krzykliwą okładkę i hałaśliwy główny tytuł, pozostający jedynie na obrzeżach faktycznego tematu poruszanego w książce, zdecydowałam się jej przyjrzeć bliżej.

polskie wydanie

polskie wydanie

Najwięcej miejsca autor poświęcił stworzonemu przez siebie systemowi, w ramach którego wydzielił aż 48 kobiecych figur. Nie ukrywam, że zabrzmiało to zachęcająco. Bayou zwrócił uwagę na pomijane w klasycznych systemach elementy – wzrost i tuszę. I słusznie postanowił je uwzględnić- przecież nawet osoby posiadające ten sam typ sylwetki będą miały nieco inne potrzeby ubraniowe, w zależności od tego, czy są wysokie, średnie czy niskie. Podobnie jak osoba szczupła, średnia i otyła również będą wybierały nieco inne propozycje, nawet jeśli wszystkie posiadają ten sam typ sylwetki. Zatem wielki ukłon w stronę autora za nowatorskie podejście do tematu.

Niestety, kiedy przechodzimy do szczegółów, rzeczywistość zaczyna skrzeczeć.  System 48 typów figury w rzeczywistości opiera się wyłącznie na 4 znanych od lat typach – prostokąt, klepsydra, trójkąt i odwrócony trójkąt) tylko pomnożonych przez  3 opcje wzrostu i 4 opcje tuszy.

W efekcie dowiadujemy się, że dla systemu nie ma znaczenia, czy Twoja figura, przy wąskich biodrach zawiera duży biust i wąskie ramiona, czy też mały biust i szerokie ramiona. A nie trzeba ogromnej wiedzy, żeby domyślić się, że osoby o tak różnych kształtach potrzebują innych zestawów ubrań. Podobnie klepsydra powinna mieć wg tej teorii jedynie porównywalnej wielkości biodra i ramiona oraz wyraźne wcięcie w talii. Nie ma znaczenia, czy będzie dodatkowo miała duży czy mały biust. A to jednak jest różnica. Pominięte zostały też takie kwestie, jak proporcje nóg do tułowia, że nie wspomnę o długości i umiejscowieniu talii, grubości ud, łydek, długości szyi itd.  W tym kontekście informacja, że 4 typy kobiecych sylwetek zostały rozpoznane dzięki, a jakże, badaniom antropometrycznym zorganizowanym tym razem przez amerykańskich naukowców, pozwala jedynie pogratulować Amerykanom, że przynajmniej w odróżnieniu od grupy opłacanej przez rząd Hiszpanii “wykryli” dodatkowo jeszcze jedną, znaną od dawna możliwość. Na marginesie coraz bardziej zastanawiam się, czy ilość typów była wstępnie narzucona? A może od początku w obu akcjach dopasowywano wyniki do typów opisywanych w miejscowych gazetach? Nie wiem i chyba się nie domyślę. Szkoda tylko, że obie grupy mając w ręku badania antropometryczne nie zdołały dostrzec więcej rodzajów kobiecych sylwetek.

Tą metodą także dla opracowanego przez Bayou systemu większe znaczenie ma to, czy ważysz 60 czy 64 kg niż to czy masz duży czy mały biust. Pomijam tu fakt, że kształt nie zawsze można wyliczyć z kilogramów. Wszystkie znamy przykłady kobiet szczuplutkich, ważących więcej od pulchniejszych. Jednocześnie tyjąc jedna osoba uzyska pulchniejsze nogi, inna pulchniejszy brzuch, a jeszcze innej dodatkowe kilogramy rozłożą się równomiernie po całym ciele.  Podobnie jest ze wzrostem – w praktyce nie jesteśmy w stanie ocenić, czy ktoś ma 170 czy 173 cm, zatem trudno się tu spodziewać istotnych różnic w ubiorze.

W efekcie trudno książkę polecić osobom szukającym gotowej recepty. Autor tymczasem zaleca odnalezienie swojego typu i sprawdzenie w “przymierzalni” dostosowanych bezpośrednio do nas 3 stron informacji. Niestety ubogie wyobrażenie różnic pomiędzy konkretnymi sylwetkami sprawia, że nie można liczyć na dokładne trafienie w wersję odpowiednią dla siebie.

Jeżeli jednak potraficie krytycznie oceniać podawane informacje i jesteście skłonne przeczytać i przemyśleć także sugestie przeznaczone dla całkiem innych typów figury, zamiast chodzić na skróty, wówczas możecie wydobyć dla siebie nieco przydatnych informacji.

A co z pozostałą częścią książki? Zostało nam bowiem jeszcze ponad 60 stron opisów, wyjaśnień i porad. W tej części dostrzegam wiele zalet, które chętnie Wam opiszę. Przyjemnie jest czytać wypowiedzi kreatora mody, stwierdzającego “To, że coś jest modne, nie oznacza wcale, że musisz to nosić. Po co wydawać pieniądze na rzeczy, które na Tobie nie będą dobrze wyglądać?”. Bayou uczy umiejętności dostrzegania w sobie zalet, udowadnia, że kompleksy są niezależne od wyglądu, skoro nawet najpiękniejsze gwiazdy mają nieuzasadnione uwagi do swojego ciała. Uczy konsekwencji w wyborze stylu, żebyśmy np. starając się wyglądać poważnie i profesjonalnie  nie skończyły z szafą pełną strojów pasujących hippisce. Podpowiada, jak stworzyć żelazny zestaw przydatnych ubrań.  Oczywiście cały czas trzeba mieć świadomość, że książka była pisana z myślą o amerykańskich czytelnikach, zatem zdarzają się tam także próby tłumaczenia oczywistych oczywistości. Przykładem może być informacja, jak sprawdzić zamek błyskawiczny – “po prostu zapnij zamek”. Za to wśród 10 sekretnych zasad, Bayou na pierwszym miejscu stawia odpowiednią bieliznę. Niestety szczegóły tej zasady nie są zbyt precyzyjne. Niemniej jednak w tekście jest sporo afirmacji kobiecości, autor nawet stara się walczyć z fobią literkową przy wyborze ubrań. Podaje też trochę przydatnych zasad, a na końcu zamieszcza rysunkowy słowniczek różnych opcji danego ubrania, gdzie można w razie wątpliwości sprawdzić np. co to są spodnie typu boot-cut, jak wygląda spódnica skrojona z koła, rękaw raglanowy, czy żakiet z baskinką.

Reasumując,  zaprezentowany w książce system jest moim zdaniem z jednej strony warty uwagi, z drugiej jednak niewystarczająco precyzyjny, żeby można go było polecić osobom faktycznie szukającym prostych recept. Jednak dla osoby, która potrafi krytycznie oceniać przedstawiane jej propozycje książka może być ciekawą inspiracją.

Na koniec chciałabym podziękować jednej z forumek Lobby Biuściastych za zainteresowanie mnie tą pozycją – dziękuję Daslicht.

Tagi: , ,

Umieszczone w kategorii: Fitting - dobór ubrań, Recenzje, Typy figury, Zakupy

Możesz skomentować wpis, albo umieścić trackback ze swojej strony.

20 komentarzy dla wpisu: "Typy figury według Bradleya Bayou – recenzja"

victoria08

no książkę kupiłam już dawno, okładka fakt fatalna, ale przyjrzałam się propozycjom i wybrałam kilka z paru opcji które pasują do mojej figury:) niektóre pozornie drobne uwagi bardzo mi pomogły jak to że wąskie ramiączka to mogłam nosić 10kg temu, czy szpilki na wąskich paseczkach. że teraz to lepiej wyglądam w ramiączkach szerszych i adekwatnie bardziej “zbudowanych” butkach, chociaż też nie za ciężkich.
jedynie sugestia że szpilki dobre na odchudzenie wyglądu w każdej sytuacji gdy ktoś ma wagę powyżej normy jest lekką przesadą. powinna być dobrą radą.

Właśnie takie osoby najwięcej skorzystają z książki.
Które tak jak Ty poszerzą sobie w niej zakres poszukiwań, oddzielą to, co ich nie dotyczy i świadomie wybiorą zestaw przydatnych dla siebie rad. Bo w książce rzeczywiście jest sporo pozornie drobnych uwag, które mogą naprawdę wiele zmienić.

roza_am

No tak, filozofia autora zachęca, system rozczarowuje. Chyba, żeby faktycznie traktować go jako inspirację, a nie gotowy wzorzec.
Dwie uwagi: 1. zdaniem Wiki, rozmiar 0 to odpowiednik brytyjskiej 4 i europejskiego 32: http://en.wikipedia.org/wiki/Size_zero
2. albo opcji tuszy, albo wzrostu powinno być 3, zamiast 4 coby rachunek się zgadzał.
A ten przykład z zamkiem to niezłe ćwiczenie przepony :) ))

Roza_am – dzięki za zwrócenie uwagi, już poprawiłam, jesteś wielka :) Faktycznie są 3 wersje wzrostu i 4 wersje wagi. Przy rozmiarze zero wrzuciłam podany przez Ciebie link.

victoria08

ja osobiscie jestem miedzy klepsydrą a gruszką i oba typy sprawdzałam. ponadto jestemna granicy wag i wzrostów;) więc hm miałam jakieś 6 opcji do wyboru;)

victoria08

acha i dzięki za uświadomienie że to TEN Bradley Badou;)

@Rozo – a Tobie za to co jest ten rozmiar zero;) mam naturalnie b.szczupłą kolezankę jest około rozmiaru 34. nie wyobrażam sobie kogoś szczuplejszego niż ona..

victoria08

z drugiej strony jak założyć że ma być brany pod uwagę jeszcze biust i inne cechy.. to tych typów byłaby setka albo i więcej;) myślę że we wszystkich dobry jest umiar:)
przy okazji podczytuję Cię od pewnego czasu, dużo pracy wkładasz w detale notek:)

Victoria dziękuję :)
Hmm, autor w oryginalnym tytule obiecuje, że system obejmuje wszystkie kobiece kształty, w rzeczywistości zawiera dość uproszczony zakres możliwych sylwetek. Nie upieram się przy dostrzeganiu wszystkiego, ale różnica między małym a dużym biustem, czy między krótkimi a długimi nogami naprawdę daje całkiem inne kształty…

Ale najzabawniejsze, że autor miał możliwości stworzenia systemu kompletnego :) Chwali się w książce, że korzystał z danych organizacji, która wprowadziła do komputera sylwetki 10 000 ludzi, uwaga, w trójwymiarze! :) Na tej podstawie wystarczyło cały czas korzystać z tejże komputeryzacji i stworzyć system komputerowy, który naprawdę objąłby wszystkie sylwetki. Różnych kształtów mogłoby wyjść nawet 100, cóż z tego? To by działało jak Bra-fitter Mariski – wprowadzasz dane, dostajesz wynik :) I dopiero wtedy można by było twierdzić, że system obejmuje wszystkie sylwetki i zapraszać ludzi do przymierzalni z informacjami naprawdę pasującymi do nich, czyli zrobić to, co Bayou jest przekonany, że zrobił :) W innym wypadku warto dostosować formę przekazu do samego przekazu…

Magdalaena

Czytałam tę książkę z biblioteki i też byłam rozczarowana. Z jednej strony ta prokobieca retoryka była trochę pusta, a do żadnego typu sylwetki nie pasowałam (za duży biust). Zresztą kupowaniej do domu tej książki to trochę marnotrawstwo, bo pasują do Ciebie 2 strony z 30 ;-)

victoria08

Magdalenaa no do mnie jakieś jak pisałam 8-10 stron;) plus wstęp. no i z rodzinką mozna sie podzielic:)

stary_dywanik

Pan Bayou zapomniał chyba, że oprócz głodówki i narkotyków jest jeszcze trzecia opcja: dostać taki a nie inny zestaw genów :) )

I jeszcze cytując Wikipedię

Size 0 is actually designed to cater to those excluded from standard sizing by vanity sizing

mmm-mm

Scena w sklepie: patrze- sa plaszcze. Szukam. Biore najmniejszy rozmiar jaki znalazlam-2. Przymierzam- za duzy. Szukam roz. 0. Pytam sie o roz. 0. Odpowiedz-nie szyjemy. Ueeee. Po plaszcz to chyba do Polski pojade. I tak w sklepach albo nie maja niczego takiego albo 2 wzory i 2 kolory na krzyz. Mam 160cm wzrostu i jestem niejadkiem, ale zeby sie glodzic, czy brac narkotyki? Brrr. Ten pan powinien raczej powiedziec “istnieja dwie drogi do osiagniecia rozmiaru 0 u osob majacych ponad 175cm wzrostu.” Czy ile tam maja modelki na wybiegach. Zaloze sie ze jak sie do niego zglasza wysoka i chuda gwiazda filmowa to bez mrugniecia okiem bierze dolary i migiem szyje jej suknie na jakas uroczystosc zamiast mowic jej: “jak przytyjesz 6kg to wtedy pogadamy.”:D Wyobrazacie to sobie?

Magdalaena, Victoria08 – właśnie dlatego przy takim systemie to nie powinna być książka a program komputerowy. Bo nawet przy ograniczeniu ilości sylwetek wyszło, że większość książki dotyczy innych ;)

Stary_dywanik, Mmm-mm – macie rację, szczególnie że modelki Bayou (które pewnie mają ponad 180 cm, jak to modelki) w uznawanym przez niego rozmiarze 4 będą proporcjonalnie wyraźnie szczuplejsze niż o 20 cm niższa od nich kobieta w rozmiarze 0. Aczkolwiek to była dyskusja o modelkach, więc Bayou raczej jednak miał na myśli kobiety o wzroście modelek. Inna sprawa, że wprawdzie wśród modelek zdarzają się osoby, które dostały wymaganą figurę od natury, to jednak tych, które się tam głodzą lub narkotyzują jest naprawdę bardzo dużo. Podobnie jak nastolatek, które starają się tę szczupłość naśladować. Zatem wadą świata mody jest tak naprawdę oderwanie od istniejącej w świecie różnorodności. Promowanie jednorodności (dowolnej) jest szkodliwe. Byłoby fajnie, gdyby modelki na wybiegach prezentowały różne typy figury i różne gabaryty, a ubrania były pod kątem tych figur dobierane :)

pana.cotta

Maith, dokladnie, dokladnie to! różnorodnosc!
ciagle probowanie zmiany kanonow, a to na szczuplejsze, a to na grubsze a to na dlugowlose itd nie jest dobre, bo zawsze bedzie ktos, kto sie nie załapie…

daslicht

Jak czytałam w tej książce o tym, że “kobiety w rozmiarze 12 i większym nie powinny nosić sukien bez ramiączek” to się zastanawiałam, jaki to system rozmiarowy, w końcu po tych niskich cyferkach typu 2 czy 4 doszłam do wniosku, że to system USA i odetchnęłam z ulgą, gdyż u nich nosiłabym 6 :) Ale myślę, że mogli te rozmiary też przetłumaczyć, bo raczej myślimy po europejsku, nie amerykańsku :)

Jestem kobietą o wzroście modelki (ale mam cycki, a cycki w tym świecie są ZŁE) i na kobiecie takiej jak ja każdy rozmiar wygląda po prostu głupio, bo nieproporcjonalnie i pokurczowato.
Jak wiemy, proporcje są bardzo ważne, proporcjonalna sylwetka jest piękna i temu w sumie służa te gruszki i cegły – żeby zrównoważyć ewentualne zaburzenia proporcji.

Mieszkam z dziewczyną o figurze modelki – mały biust, talia szeroka w stosunku do biustu, wąskie biodra, mały tyłek, chude nogi. Może sobie w ciuchach sklepowych wybierać i przebierać, ale gdyby była wyższa (ma tylko 170), to już by się skończyło. Tak samo gdyby zaczęli szyć ciuchy na sylwetkę X a nie H, to skończyłyby się dobre czasy i zaczęło zawodzenie “nie mam cycków, wszystko mi wisi w biuście i strzela w talii buuuuu!”. Nie życzę jej tego oczywiście, bo powinny być rózne fasony, ale faktem jest, że gdy wyglądasz dobrze w swoich ubraniach, to od razu czujesz się lepiej niż wtedy, gdy każda wyprawa do sklepu to rzeźnia a to co kupujesz i tak wymaga przeróbek i kombinowania.

Niezmiernie ciekawa recenzja.

Co do modelek – one nie bez powodu reprezentują taki właśnie, a nie inny typ figury – po prostu na taką sylwetkę, pozbawioną, powiedzmy, większych wypukłości – szyje się zdecydowanie łatwiej. Wizja projektanta nie zostanie też zakłócona przez “niezorganizowane” kobiece wypukłości. Określenie “wieszaki na ubrania” jest niemiłe, ale w pewnym sensie trafia w sedno – modelka to dziewczyna, na której ubranie wygląda w sposób przewidywalny i zawsze tak samo, jak na wieszaku, i to bez większego wysiłku ze strony krawca. Przeciętne kobiety w wielu z tych strojów wyglądałyby (i wyglądają) tak sobie, bo nie zostały one zaprojektowane z myślą o przeciętnej sylwetce, tylko o zrobieniu wrażenia na wybiegu. Moda jest trochę oderwana od życia :-)

Szkoda, że przemysł odzieżowy również. Ale przypuszczam, że technologie dojdą kiedyś do takiego poziomu, że każdy ciuch będzie szyty na miarę, na poczekaniu, po zdjęciu wymiarów przez jakiś komputer :-)

Kuraiko

daslicht —> masz rację z tą rozmiarówką ;) ja się wczoraj skapnęłam, że amerykańska jest inna, jak w Modzie na sukces (oglądałam z braku laku ;) ) projektantka komuś tłumaczyła, że 12 = 42. tymczasem w UK 12 = 40

abere8

No wlasnie, z tymi rozmiarami to roznie bywa – mieszkam w Nowej Zelandii i tu stosuja system brytyjski (przynajmniej tak mi sie wydaje). Spodnie tutejsze nosze 12, a niedawno bylam w Stanach i tam spokojnie wchodzilam w 10, a nawet jedne kupilam 8 (Donna Karan na _olbrzymiej_ wyprzedazy) i byly luznawe. W Polsce ponizej 40 nic by raczej na mnie nie weszlo (na dol, bo gore mam duzo szczuplejsza). Mam 174cm wzrostu i szerokie biodra, co zrobic.

wera9954

“kobiety w rozmiarze 12 i większym nie powinny nosić sukien bez ramiączek” – jakie by nie było to amerykańskie 12, jedna kobieta w rozmiarze, weźmy na przykład 40, może wyglądać fajnie, natomiast inna lepiej by wyglądała w np. 36 (zakładam, że producent trzymałby rozmiarówkę, bo jak wiadomo, rozmiarówki są tak rozjechane, że rozmiar jest rzeczą zupełnie względna, ja mam rozrzut rozmiarowy 32-38). Dlatego nie należy zakładać, że do takiego a takiego rozmiaru jest się za chudą, a od takiego a takiego rozmiaru za grubą, bo sam rozmiar nic nie znaczy. A tak w ogóle, to czemu bardziej puszyste panie nie miałyby nosić sukien bez ramiączek?

daslicht

Pewnie chodzi o ramiona i podbródek. No niestety tak już jest – każda sylwetka i każdy typ urody ma swoje mocne i słabe strony, które warto znać. Czasem ma się smaka na coś, ale trzeba umieć przyhamować – trochę samokrytyki i podejścia “po co wyglądać źle, skoro można dobrze”. W książce BB pada bardzo dobre zdanie: “To, ze coś jest modne, nie znaczy że musisz to nosić”. Można to też przerobić na “to, że coś ci się podoba, nie znaczy że będzie ci w tym dobrze”.

Co do rozmiarów: czasem nawet z jednej firmy moga się róznić. Uszyją np. dwie sukienki na ten sam wymiar, ale jedna jest ze sztywniejszego materiału i już wydaje się mniejsza niż druga, bardziej rozciągliwa.

Ja mam mało ciuchów, ale rozrzut wśród nich to 36-44 lub XS-XXL, ale najczęściej jednak 38-40/M :)

Skomentuj:

Imię (*)
E-mail (ukryty)(*)
URI
Komentarz